To już dziesiąty sezon drużyny z Łotwy na polskich torach. Jak łatwo policzyć debiutancki sezon przypadł na rok 2005. Drużyna zajęła całkiem niezłe, trzecie miejsce zaczynając rozgrywki od trzech zwycięstw, w tym dwóch na wyjazdach! Jednym z liderów tamtejszej drużyny był Nikołaj Kokin – dzisiejszy trener. Poza nim najlepiej punktującymi zawodnikami byli wówczas Andriej Korolew, Kasts Puodżuks, Maksim Bogdanow, Denis Sajfutdinow czy Denis Gizatullin. Następny sezon to także trzecie miejsce, z drużyny odszedł (do Rybnika) Gizatullin, swoją karierę postanowił zakończyć Kokin, natomiast pojawił się chyba najlepszy zawodnik w historii tego klubu – Grigirij Łaguta, który już w pierwszym sezonie zdobył dla swojego klubu z bonusami 170 punktów. W myśl przysłowia: do trzech razy sztuka, Łotysze w trzecim roku startów uzyskali awans do pierwszej ligi żużlowej, gdzie pozostają do dziś. W 2007 roku po raz pierwszy posiłkowano się zawodnikami z zagranicy, zakontraktowano trzech polaków: Tomasza Bajerskiego, Piotra Śwista i Sławomira Dudka, którzy znacznie przyczynili się do awansu. Z roli beniaminka Lokomotiv wywiązał się całkiem nieźle, ostatecznie zajął piąte miejsce, warty odnotowania jest fakt, iż doszło do pierwszych spotkań między Rybnikiem, a Daugavpils i to od razu czterech. Wszystkie meczy wygrywali gospodarze, w Polsce 58:32 i 54:36, natomiast na Łotwie 56:37 i 60:33. W sezonie tym zadebiutował późniejszy uczestnik Grand Prix - Artiom Łaguta. Kolejny rok to wielkie postępy młodzieżowców Łaguty i Bogdanowsa, wzmocnienie drużyny przed sezonem Romanem Povażhnym i wielki sukces w postaci drugiego miejsca w polskiej pierwszej lidze. W trakcie rozgrywek zawodnicy zaczęli wykorzystywać swoje doświadczenia i zaczęli coraz lepiej prezentować się w meczach wyjazdowych, wygrali między innymi w Rybniku 50:40 (na wyjeździe przegraliśmy 59:34). Niestety Łotysze zrezygnowali z udziału w barażach o ekstraligę uznając, że nie ma szans na zwycięstwo z WTS Wrocław… Następny sezon był niemniej udany, zwłaszcza runda zasadnicza, którą ekipa z Daugavpils zajęła na drugim miejscu. Skład drużyny pozostał praktycznie niezmieniony, w kilku meczach zadebiutował Wadim Tarasienko. I tym razem na swoim torze Łotysze byli praktycznie nie do ugryzienia, dopiero w fazie Play Off stracili pierwsze punkty, co zaowocowało dopiero czwartym miejscem w tabeli. Rybniczanom nie pozwolili wyjść nawet z trzydziestu punktów (61:28), na pocieszenie zostało nam zwycięstwo przy Gliwickiej 49:41.
Rok 2011 był ostatnim w historii spotkań Rybnika z Daugavpils, osiągnęliśmy na Łotwie najlepszy, jak do tej pory wynik zdobywając 43 punkty, natomiast w Polsce doszło do emocjonującego pojedynku w którym rybniczanie zdobyli bonus w ostatnim wyścigu, a ostateczny wynik to 47:42. Dla naszych niedzielnych gości był to jednak przełomowy sezon, gdyż na odejście do Włókniarza Częstochowy zdecydowali się bracia Łagutowie. Jak trudno ich zastąpić przekonali się Jonas Kylmaekorpi i Nicolai Klindt, którzy nie podołali temu zadaniu. Był to jednak kolejny sezon w którym pojawił się następny utalentowany wychowanek – Andriej Lebiediew… Sezon 2012 to czwarte miejsce, zrezygnowano z usług Kylmaekorpiego i Klindta, nowym liderem został dobrze znany w Rybniku Mikael Max. Najistotniejszym wnioskiem z tamtego okresu było to, że miejscowy tor przestał być już taką zagadką dla polskich klubów o czym świadczy przegranie trzech ostatnich meczy na swoim torze. Rok 2013 to całkiem niezłe miejsce trzecie miejsce, niestety po upadku i kontuzji karierę zakończył Roman Povazhny. I w ten sposób dotarliśmy do niedzielnego meczu w Rybniku. Póki co Lokomotiv jest na ostatnim miejscu w tabeli PLŻ i to na pewno nie satysfakcjonuje ani trenera ani działaczy. Plan minimum dla gości to bonus, jednak aby myśleć o opuszczeniu ostatniego miejsca muszą spróbować wygrać w Rybniku. ROW tego im nie ułatwi, tym bardziej, że też potrzebne nam są punkty, najlepiej trzy! Łotysze przywożą 18 punktów przewagi. Czy to wystarczy do zdobycia bonusa? Jak spiszą się na przebudowanym torze? Dowiemy się już w niedzielę. Zapraszamy na stadion!!!
Autor: Marcin Zielonka